Pałac… właściwie to były gołe ceglane ściany, w większości odarte nawet z tynku. Dwa poziomy piwnic zalane, pod wodą. Bez okien, bez drzwi, dach z wielkimi dziurami. Podłogi – trochę starych desek w trzech pomieszczeniach. Wszędzie hałdy gruzu i śmieci.
Remont trwał 13 lat… czyli przez tyle lat walczyliśmy z problemami, które większość ludzi ma przez rok, dwa lata budowy. Najpierw odcinaliśmy źródła wody, izolowaliśmy ściany, robiliśmy melioracje terenu wokół budynku, ogrzewając piwnice dla ich wysuszenia. Później naprawiliśmy dach, aby uchronić cały budynek przed degradacją. A potem… trudno to opisać. Nie było tu jednej firmy, która zajęła się całościowo remontem. Sami zrobiliśmy doktoraty w dziedzinach powiązanych z remontami zabytkowych budynków, stworzyliśmy nawet własną Manufakturę ceramiczną dla odtworzenia pieców, kominków i płytek. Większość napraw wykończeniowych nadzorowaliśmy osobiście lub po prostu zasuwaliśmy sami. I tak przez 2 lata malowałam wszystkie futryny, drzwi (chyba z 70 sztuk), listwy przypodłogowe (3 km), silikonowałam, akrylowałam, montowałam karnisze, żyrandole, szyłam zasłony, tapicerowałam kanapy i czyściłam oraz politurowałam stare meble. Trudno w to wszystko uwierzyć, ile siły, wiedzy, emocji zaangażował Piotr, by stworzyć to dzieło życia.